środa, 23 września 2015

Dawanie i branie, czyli po co robimy dokładnie tak, jak nie chcemy

Jestem w szpitalu. Wiem, że ten wstęp po takiej długiej przerwie nie jest jakiś wiekopomny - powinnam zrobić wejście smoka, powinny być petardy i wybuchy. Może innym razem. Jestem więc w szpitalu. Na sali ze mną leży przemiła pani, którą ciągle ktoś odwiedza i oczywiście znosi tony jedzenia. Wiadomo, bo szpitalne niedobre. Dlatego sympatyczna pani jedzenie bierze, a potem rozdaje. Najczęściej pada na mnie (właśnie dostałam czekoladkę). A że ja przytyć muszę, to nie odmawiam. I tu pojawia się temat na kolejne moje rozważania. Ona daje. Ja nie odmawiam.



Małym dzieciom często powtarza się, że powinny się dzielić z innymi zabawkami w piaskownicy czy cukierkami. No Zosiu, poczęstuj koleżankę. I dzieciaczek z wymuszonym uśmiechem, nie rozumiejąc po co, wyciąga rękę z woreczkiem z cukierkami. Masz. I tak nam często zostaje.

Zosia dorasta. Kupuje swoje ulubione ciasteczka, stawia na stole, jeszcze tylko zrobi herbatę i będzie się mogła oddać przyjemności. Nagle wstrętny los zsyła sąsiadkę. Wpada, żeby pożyczyć pół szklanki mąki. Zaczynają plotkować. Sąsiadka siada. Przy stole, na którym leżą ciasteczka. Zosia, mając w głowie głos rodziców, niechętnie oferuje sąsiadce poczęstunek. Ta jednak, mimo cieknącej już po brodzie ślinki, odmawia. Bo głupio tak, w końcu przyszła tylko pożyczyć mąkę. I wychodzi. Uff, tym razem się Zosi udało!

Na przekór sobie, ale trzeba, bo wypada. Czy to nie jest paradoks? Nie chcesz się czymś dzielić? Jesteś egoistą? Albo po prostu uważasz, że sam masz za mało? To po prostu tego nie rób! Życie będzie o wiele łatwiejsze i mniej stresujące, jeśli nie będziesz się musiał obawiać, że nuż, widelec, łyżka osoba, której coś proponujesz NIE ODMÓWI! I będziesz musiał oddać część swojego dorobku życia, tudzież po prostu przekąski.

Z drugiej strony sąsiadka. Niby ma na te ciastka ochotę, ale w zasadzie, to nie wypada, w zasadzie to głupio, w zasadzie to w domu ma cukier - nim też można sobie osłodzić życie - w zasadzie to nie i tyle. A może zauważyła niechęć na twarzy Zosi, która proponowała poczęstunek. Dlatego odmawia, mimo że chce. I po co?

Tak samo, jak w przypadku oferowania czegoś wbrew sobie, tak i tu powtarzam - chcesz? Bierz! Czy jest ktoś, kto nie zna powiedzenia jak dają, to trzeba brać? No i czemu czasami o tym zupełnie zapominamy? Jak proponują, to bierz, nie krępuj się. Nawet jak widzisz, że propozycja jest tylko i wyłącznie przejawem kultury, czy nawet przyzwyczajenia. Coś w rodzaju odruchu warunkowego. To nie Twój problem, że kogoś ukłuje serce jeśli się zgodzisz. Mógł siedzieć cicho. No chyba, że serio nie chcesz.

Ludzie coś proponują, mimo że wcale nie chcą. I odmawiają, mimo że chcą. Przecież to takie logiczne. Tak samo jak nazwanie mięsa mielonego, owiniętego w kapustę, gołąbkiem (naprawdę jestem jedyną osobą na tym świecie, którą ta nazwa intryguje?). A jak ktoś się wybije i nie odmówi, albo przy częstowaniu nie zrobi miny kota z zatwardzeniem, to jest wielkie wow. No bo jak to?! Jakim cudem nie jesteś egoistą i się dzielisz? I jakim cudem jesteś takim egoistą, że nie odmawiasz? Drodzy Państwo, podzielę się teraz z Państwem newsem z ostatniej chwili. Odkryciem na skalę światową. Wiadomością, która być może wstrząśnie Wami bardziej, niż tragedia w Smoleńsku i wczorajsze 5 bramek Lewego w 9 minut razem wzięte. Osoby o słabych nerwach proszone są o opuszczenie tego bloga właśnie TERAZ. Otóż odpowiedź brzmi...

NORMALNIE.


Bez sensu jest robienie czegoś tylko dlatego, że tak wypada. Co prawda mój przykład, to błahostka, ale chciałam przedstawić to tak łopatologicznie. A takie ciasteczko czy cukierek przekłada się na dużo poważniejsze sprawy. A, zaproponuję Ci pożyczkę, zobacz jaki/a jestem fajny/a. I wcale nie bierzemy pod uwagę, że ktoś może z chęcią propozycję przyjąć. I że takie popisywanie się może mieć negatywne dla nas skutki. A smutek w sercu to najłagodniejsza opcja. Dlatego polecam najpierw się zastanowić, czy oferty, jakie składamy innym, są przemyślane, czy jednak robimy to z automatu. A jak już nam ktoś coś zaproponuje i naprawdę tego chcemy, to na miłość boską, dlaczego nie? Korzystajmy z tej naszej wolnej woli, nie zawsze trzeba robić tak, jak wypada.

Zdaję sobie sprawę, że może to zostać odebrane jako objaw złego wychowania. Pojawia się więc pytanie - kierować się swoimi potrzebami, czy dobrym wychowaniem? Robić coś, na co naprawdę ma się ochotę, czy być kulturalnym? Moje zdanie chyba już jest oczywiste - to pierwsze. Nie mówię oczywiście o sytuacjach ekstremalnych, kiedy na przykład ktoś głoduje albo chodzi zimą w zniszczonych sandałach. Wtedy wypadałoby pomóc. Chodzi mi o takie zwykłe życie, o codzienność.

A co Wy uważacie? Co według Was co wypada?

13 komentarzy:

  1. W sumie, coś w tym jest..Też często proponuje coś komuś bo wypada, ale po co haha..Dała mi ta notka dużo do myślenia xD

    mybeautifuleveryday.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja mam inny sposób i tu się sypnę. Jak kogoś lubię, orzeszek dzielę na dwoje i pod nos podtykam, co smakowitsze kąski. Jeśli zaś jakaś kreatura mi się na głowę zwali (vide chrzestna, nie cierpię babiszona), wykorzystuję np herbatniki, za którymi nie przepadami. Zawsze to pożytek, jedzenia nie marnuję, a wychodzę na mega gościnną xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ulżyło mi, że nie jestem jedynym niedobrzelcem xD

      Usuń
  3. Hah , ciekawa notka. Przyznam , że wpadłaś na świetny i orginalny pomysł :D dużo z niej wynika .

    mojswiat-omnie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z Twojego komentarza za to nie wynika za dużo, więc przyznam - myślę, że wcale tego nie przeczytałaś ;)
      Jeśli jestem jednak w błędzie, to miło mi, cieszę się, że się podoba :)

      Usuń
    2. Brawo! Uwielbiam komentarze o niczym które maja na celu by ktoś w ramach rekompensaty odwiedził blog, Twoja riposta bardzo mi się podoba, jesteś genialna ;) Co do samego wpisu to chyba ja tez nie należę do ludzi którzy robią coś bo tak wypada i wcale nie mam zamiaru dogadzać wszystkim wokół.

      Usuń
  4. Ja już automatycznie się dziele i jak dla mnie, posiadanie o jednego mniej cukierka, bo komuś go podarowałam to żaden stres. :D Ale faktycznie ciekawie to przedstawiłaś. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro dla Ciebie to bez różnicy, to okej. Chodzi mi o to, że czasami niektórzy nie chcą się dzielić, a mimo to coś komuś proponują, tylko dlatego, że wypada :D

      Usuń
  5. ja chyba wybieram bycie kulturalnym. o niebo lepiej wolę wziąć nawet coś, co mi się nie przyda, byle tylko nei zasmucić drugiej osoby. taka moja mała schiza :)

    OdpowiedzUsuń
  6. W szpitalu żarcie w głodowych porcjach i obrzydliwe. Tak jesteśmy wychowywani, że dzielimy się i bierzemy, gdy dają.
    Zostałaś nominowana do Liebster Blog Award! Szczegóły u mnie ;).

    OdpowiedzUsuń