piątek, 2 października 2015

E-pokolenie atakuje

Kiedy byłam w trzeciej klasie podstawówki dostałam swój pierwszy telefon komórkowy. To był fenomen. Łooo Emila ma komórkę! A jak go zabrałam do szkoły (nie mam pojęcia po jakiego grzyba, chyba po to, żeby na przerwie, ukryta gdzieś, gdzie nauczyciel nie zobaczy, grać w węża) to było chowanie i robienie wielkiej tajemnicy. Nie mów nikomu! Miałam wpisane 5 numerów - mama, tata, babcia, dziadek, ciocia - i żyłam sobie, szczęśliwa, jeśli ktoś zadzwonił raz na tydzień. A jak jakaś koleżanka przez przypadek też dorobiła się telefonu i mogłam sobie dopisać kolejny numer do tej niekończącej się listy kontaktów, to już był szczyt radości. Poza tym biegałam po podwórku, wściekałam się z innymi dzieciakami, a telefon leżał gdzieś w kącie i się kurzył. Pomijam już fakt, że była to Nokia 3210. Prowadziłam bujne życie towarzyskie bez telefonu komórkowego, bez Internetu, bez połączenia innego, niż dzwonienie domofonem. Można było? Można. Czy teraz jest takie coś możliwe? Nie sądzę...



Poszłam sobie na spacer, pokazać płucom jak się pracuje. Przeszłam się koło mojej dawnej szkoły. Kurcze, mam sentyment do tych 9 lat. I, patrząc na te dzieci góra w czwartej klasie, które idą niby razem w grupce, a jednak osobno, bo każda z nosem w telefonie, poczułam z jednej strony jakiś smutek, a z drugiej wdzięczność.

Wdzięczność za to, że moje dzieciństwo zmieściło się jeszcze w czasach, kiedy telefony komórkowe miały dopiero swoje początki, nie każdy je miał, a poza tym służyły tylko do dzwonienia/pisania smsów i grania w węża - z czego to drugie było ważniejsze. Naszą rozrywką było najzwyczajniej w świecie bieganie po dworze i wymyślanie coraz to nowszych i ciekawszych zabaw. Szkoła magii, granie w mafię, albo w zupę, albo w czekoladę! No i pierwsze interesy w postaci sklepików. To było życie. Człowiek zarobił sam z siebie 20 groszy i poleciał kupić sobie dwa lizaki - tak, 2! Albo wyżebrał od rodzica 1,50 zł i mógł iść na zakupowo-słodyczowe szaleństwo. Jak zachciało się pić, to wystawało się pod oknem i wrzeszczało MAAAAMOOO RZUĆ PICIE. A jak zrobiło się chłodniej, to przesiadywało się na klatce i darło wniebogłosy, ku udręce sąsiadów. Tak, pełnią szczęścia było kawałek półpiętra na klatce schodowej i może klika schodów. I gdzie to się wszystko teraz podziało?

Tu właśnie odzywa się smutek. Bo kiedyś kilka ceglanych telefonów na krzyż zastąpiły wszechobecne, już nawet we wczesnodziecięcych rączkach, smartfony. Bo granie w węża i zadzwonienie do kogoś dwa razy w tygodniu zostało zastąpione nałogowym pisaniem smsów i siedzeniem w internetach. Bo przesyłanie sobie śmiesznych filmików stało się fajniejsze, niż bieganie po dworze, a wyszukiwanie coraz głupszych gifów weszło na miejsce wymyślania podwórkowych zabaw. Bo sklepiki, w których się sprzedawało pierścionki z automatów i zabawki z Kinder Niespodzianki upadły, a na ich miejscu powstało Allegro, na którym dzieciaki sprzedają półroczne telefony. Bo nawet nie ma co liczyć na lizaka za 10 groszy. Bo teraz się wrzeszczy z drugiego pokoju, żeby mama przyniosła coś do picia. Bo klatka schodowa odeszła do lamusa. Teraz jest już tylko biurowy fotel, na którym krzywimy sobie kręgosłupy. Trochę szkoda...

Nieco sentymentalny ten dzisiejszy wpis, ale te małe dzieciaczki, żegnające się ze sobą przed szkołą wywołały we mnie falę wspomnień. Pięknych wspomnień, bo czy można w ogóle porównywać Olimpiadę Podwórkową z... Quizwaniem?

16 komentarzy:

  1. Masz absolutną rację. Bez telefonów było lepiej, a teraz...nie potrafimy bez tych urządzeń funkcjonować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może telefon, służący właśnie do dzwonienia to jest jakieś udogodnienie, ale jeśli jest to rzeczywiście jeden telefon od czasu do czasu, żeby ustalić coś ważnego, co naprawdę nie może czekać. Ale litości, nie jako jedyna możliwość kontaktu ze światem :/

      Usuń
  2. Popłakałam się czytając ten post...Najlepsze dzieciństwo na świecie, za które chyba każda z nas jest wdzięczna :'(
    mybeautifuleveryday.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Doskonale rozumiem Twoje spostrzeżenia. Ujęto je w nieco innej formie tutaj: http://www.youtube.com/watch?v=wYRaXbXvx2A

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muzyczka z ciężarówki z lodami i ta gierka, której nazwy albo nie znam, albo nie pamiętam - na zawsze w mym sercu <3
      No ale dokładnie to miałam na myśli, pisząc post :)

      Usuń
  4. jak się "za moich czasów" miało pięć zyla, to w sklepiku szkolnym można było świat zwojować. teraz, wybierając się do uczelnianego sklepiku czy nawet automatu, pięć złotych ledwo wystarczy na butelkę picia, nie wspominając o bułce/batonie.

    co do telefonów - swój pierwszy dostałam chyba pod koniec podstawówki, można było jedynie dzwonić i grać w węża, wtedy nie do pomyślenia było, by wyciągnąć telefon na lekcji i z niego korzystać, a teraz? cóż, muszę sie przyznać, sama korzystam z telefonu na zajęciach, ale jak patrzę na te nastoletnie, małe dzieci ze smartfonami to chyba mnie łapie przygnębienie... ale i zadaję sobie pytanie, gdzie są rodzice?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, chyba już nigdy nie staniemy się bogate, mając 5 złotych... no chyba że wylądujemy na ulicy, ale raczej nie mam takich perspektyw xD
      Też korzystam, ale wolę rozmawiać, a czasami i posłuchać wykładowcy (!).

      Usuń
  5. Też miałam "komę" za dzieciaka i wiem, co to znaczyło :))) Dzieciństwa nie odebrało, a szpan i tak był :D
    Ech... przypomniałaś mi wszystkie kreatywne zabawy w odgrywanie programów typu Śpiewające Fortepiany, Milionerzy, razem z najlepszą przyjaciółką. Teraz czuję się niczym zgred, bo niewiele czasu minęło, a wszystko wydaje się gorsze. Nawet pospolita telewizja.
    Zgadzam się 200%

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Telewizję przestałam oglądać prawie w ogóle i dobrze mi z tym.
      Też czasem czuję się dziwnie, jak patrzę na te dzieciaki, potem na siebie i dociera do mnie, że to tylko kilka lat, a tak wiele różnic...

      Usuń
  6. Smutno mi się robi, gdy patrzę na to, co się dzieje. Na prawdę. Jestem ogromną tradycjonalistką, do dziś pracuję w ciemniach fotograficznych, bo sprawia mi to przyjemność pomimo aparatów wgranych w telefon. Rozmawiać przez telefon nie znoszę, bo wolę widzieć mimikę twarzy osoby, z którą rozmawiam. Dopiero wtedy czuję przyjemność (lub jej brak) z rozmowy. Wszystko w tych czasach zamieniamy w strumień bitów i bajtów. Mój brat, który obecnie ma 18 lat nie posiada facebooka do tej pory, a dziś przyszedł do mnie ze smutkiem na twarzy oznajmiając, że jednak będzie musiał założyć, bo nie wie nic, co się dzieje u niego w klasie, jakie mają obowiązki itp. Wyobrażasz to sobie? By wszystko było dostępne tylko przez internet? Nawet w szkole dzieciak teraz nie zaczerpnie informacji, co ma zrobić, jaki ma zakres obowiązków, bo musi mieć fejsa, żeby się tego dowiedzieć. Smutne, na prawdę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyobrażam, wyobrażam, bo dokładnie tak samo mam. Gdybym nie miała fejsa, nie miałabym dostępu do żadnych notatek, prezentacji czy innych pomocy naukowych, które ułatwiają i ratują życie na studiach. A że jestem staroświecka, to też mi smutno, że ludzie coraz rzadziej ze sobą rozmawiają.

      Usuń
  7. Niby nie minęło wiele czasu, ale zmieniło się naprawdę dużo. :/

    Zapraszam na nowy post! Jeśli Ci się spodoba będzie mi bardzo miło, jeśli skomentujesz i zaobserwujesz mój blog. :)
    >> ALEXANDRAK-BLOG.BLOGSPOT.COM <<





    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo często widzę, jak ktoś w szkole - czy to na przerwie, czy na lekcji - siedzi z nosem w telefonie. Nawet jeśli wokół niego siedzi zgraja kolegów, z którymi mógłby pogadać. Albo jak ktoś wyciąga telefon i robi snapa w sytuacji, w której jest to co najmniej nieodpowiednie. Wychodzę z założenia, że wszystko jest dla ludzi,sama z tych rzeczy korzystam, ale trzeba mieć umiar. Wolę się z kimś spotkać niż z nim popisać i nie sądzę, by miało się to zmienić.
    Pozdrawiam KLIK

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie sądzę, że w czasach, w których wszystko robimy za pomocą elektroniki, miałoby się to zmienić.

      Usuń
  9. Sentymenty, sentymenty, masz rację, że wszystko się zmienia. Kiedyś były koperty, znaczki i listonosze, na któ rych czekało się, bo może jakiś list. A teraz tablety, laptopy i blogiiiii😊

    OdpowiedzUsuń